Wiadomość

Jak rzetelnie analizować koszty inwestycji w nieruchomości? Lekcja od LTV Funding

LTV Funding, amerykański pożyczkodawca celowy z Cleveland, rozwija inicjatywę publicznych komentarzy rynkowych. Poprowadzi ją Robert „Rob" Gillespie — człowiek z blisko trzydziestoletnim stażem w inwestycjach i ponad dwoma tysiącami transakcji na koncie.

Jak rzetelnie analizować koszty inwestycji w nieruchomości? Lekcja od LTV Funding

Dla polskiego czytelnika to przede wszystkim podręczny przykład, jak powinien wyglądać rzetelny komentarz rynkowy — i jednocześnie ostrzeżenie, że nawet najlepiej opakowana analiza od pożyczkodawcy pozostaje analizą pożyczkodawcy.

Cena na plakacie to nie cały rachunek

Zapowiedź firmy mówi wprost: komentarze mają sięgać dalej niż cena zakupu nieruchomości. Uwzględnić koszty finansowania, ubezpieczenie, podatki, naprawy, koszty operacyjne i comiesięczne zobowiązania. To w Polsce wciąż egzotyka, a powinno być absolutnym standardem przy każdej kalkulacji. Widziałem w umowach deweloperskich oferty, w których cena metra wyglądała atrakcyjnie, dopóki nie doliczyło się miejsca postojowego, komórki lokatorskiej, opłat notarialnych, podatku PCC i raty kredytu z oprocentowaniem wyższym o trzy punkty od średniej rynkowej. Plakat krzyczał „od X tysięcy za m²", a realny koszt wejścia różnił się o kilkanaście procent. Jeśli ktoś sprzedaje ci nieruchomość i nie chce liczyć łącznego kosztu posiadania — nie kupujesz nieruchomości, tylko problem z ozdobną ceną.

Ta sama wiadomość — różne portfele

Druga oś zapowiadanej analityki to rozbicie mitu, że jedna zmiana rynkowa uderza wszystkich tak samo. Wyższe koszty finansowania to jednocześnie presja na dostępność mieszkań dla kupujących na własne potrzeby i zupełnie nowe warunki akwizycji dla inwestorów. Wolniejsza sprzedaż to problem dla sprzedających, ale jednocześnie inna pozycja negocjacyjna dla kupujących i zmiana timingu transakcji. Rabaty deweloperów i ustępstwa finansowe potrafią zmienić ekonomikę bardziej niż reklamowana cena. W polskich realiach widzę to przy każdej podwyżce stóp: flipperzy liczą od nowa, okupanci dostają po kieszeni, banki jednocześnie zaostrzają politykę LTV i szukają nowych klientów. Komentarz, który tego nie rozdziela, jest bezużyteczny — albo, co gorsza, celowo zaciemnia obraz pod interes wystawcy.

Jak czytać taki komentarz, żeby się nie nabrać

Gillespie przeszedł przez kryzys z 2008 roku i twierdzi, że komentarze o rynkach zaburzonych będzie opierał na własnych stratach. To dobrze. Ale pamiętajmy o jednym: LTV Funding pożycza przede wszystkim inwestorom nastawionym na zysk — ich publiczna analityka zawsze będzie podprogowo promować warunki, w jakich ten konkretny pożyczkodawca chce się znaleźć. Zanim przyjmiesz jakikolwiek „komentarz rynkowy" od podmiotu, który na danym rynku zarabia, sprawdź cztery rzeczy:

  • kto mówi i na czym konkretnie zarabia — bo to jest jego prawdziwy interes,
  • czy analizuje całkowity koszt posiadania, czy tylko cenę transakcyjną,
  • czy rozdziela skutki dla kupującego, sprzedającego, inwestora i pożyczkodawcy,
  • czy wskazuje konkretne opcje wyjścia z inwestycji, czy tylko mgłą otula „bieżącą sytuację rynkową".

Komentarz bez tych czterech elementów to nie analiza. To content marketing z lukrem i przylepioną tabelką ze stopy procentowej.