Kryzys na rynku nieruchomości w Londynie: spadki cen mieszkań przy rosnących czynszach
Londyński rynek nieruchomości przechodzi przetasowanie, które powinno ostudzić głowy wszystkich, którzy wciąż wierzą w folderowe hasła o „pewnym zysku z londyńskiej cegiełki".

Jak wynika z danych opublikowanych przez londynek.net, w ciągu dwunastu miesięcy do czerwca ceny nieruchomości w całym Londynie spadły o 2,5 proc., podczas gdy czynsze najmu wzrosły średnio o 3 proc. To nie jest drobna korekta — to sygnał, że rynek dzieli się na dwa światy, a każdy, kto inwestuje „na czuja", właśnie traci grunt pod nogami.
Spadki cen w centrum — i to konkretne
Największe tąpnięcia odnotowano tam, gdzie jeszcze niedawno deweloperzy i flipperzy liczyli na najszybsze zwroty. W Kensington i Chelsea ceny runęły o 14,7 proc. — z 1,466 mln do 1,25 mln funtów, czyli o 216 tys. funtów w rok. Hammersmith i Fulham straciły 13,3 proc. (o 111 tys. funtów, do 726 tys.), a Tower Hamlets — 13,1 proc. (z 526 do 457 tys. funtów). W Islington spadek wyniósł 8,1 proc., w Camden 7,1 proc., a w Wandsworth 5,2 proc. Łącznie ceny spadły w 18 z 32 londyńskich dzielnic, a wzrosły w 14. Widziałem w swoich audytach, jak inwestorzy kupowali nieruchomości w tych dzielnicach na kredyt, licząc na „pewny wzrost wartości". Teraz muszą się zmierzyć z rzeczywistością, w której ich nieruchomość jest warta mniej niż rok temu — a raty kredytu wcale nie spadły.
Czynsze rosną — ale nie dla wszystkich
Odwróconą tendencję widać na rynku najmu. Czynsze wzrosły w 30 z 32 dzielnic, a spadły tylko w dwóch. Największe podwyżki odnotowano w Islington — o 5,9 proc., z 2 694 do 2 854 funtów miesięcznie — a także w Greenwich, Enfield, Merton, Lambeth i Richmond. Z pozoru to dobra wiadomość dla właścicieli. W praktyce jednak Ustawa o prawach najemców (The Renters' Rights Act) dała lokatorom nowe narzędzia do kwestionowania nieuczciwych podwyżek i ochrony przed eksmisją. Właściciele nieruchomości ostrzegają, że to podniesie koszty — i mają rację. Ale to nie znaczy, że rynek najmu przestał być opłacalny. Znaczy tyle, że „flip na brudno" i „wynajem na ślepo" właśnie straciły rację bytu. Sprawdzałem na budowie — nieruchomości, które nie spełniają standardów, będą teraz kosztować właścicieli jeszcze więcej.
Co to znaczy dla polskiego inwestora?
Jeśli ktoś rozważa zakup nieruchomości w Londynie jako „bezpieczną przystań", powinien zadać sobie pytanie: czy stać go na nieruchomość, której wartość może spaść o kilkanaście procent w rok? I czy jest gotowy na regulacje, które zmieniają zasady gry na rynku najmu? Londyński rynek nie umiera — ale przestał być miejscem dla amatorów. To dobry moment, żeby zamiast folderu reklamowego przeczytać ustawę. A jeśli ktoś liczy na szybki zysk z „londyńskiej cegiełki", niech najpierw sprawdzi, ile osób przed nim już na tym straciło.