Wrześniowa oferta obligacji skarbowych: dlaczego inwestorzy wybierają krótkoterminowe papiery?
Według portalu Subiektywnie o finansach, który przeanalizował lipcowe dane o sprzedaży, nowa, wrześniowa oferta obligacji skarbowych Ministerstwa Finansów spotkała się z bardzo konkretną reakcją…

Nowa oferta obligacji: jakie zmiany we wrześniu? Jak inwestować?
Według portalu Subiektywnie o finansach, który przeanalizował lipcowe dane o sprzedaży, nowa, wrześniowa oferta obligacji skarbowych Ministerstwa Finansów spotkała się z bardzo konkretną reakcją rynku: niemal połowa zakupów (48,5%) poszła w roczne ROR i dwuletnie DOR, czyli papiery oparte na stopie referencyjnej NBP. To nie jest gest zaufania do długoterminowej obrony oszczędności - to klasyczna ucieczka w płynność przed uruchomieniem od stycznia Osobistych Kont Inwestycyjnych.
Struktura popytu - kto dokąd ucieka
Popyt na obligacje skarbowe jest rekordowy: w lipcu Polacy kupili papiery za 9,8 mld zł, a w całym 2026 roku na obligacje poszło niemal 50 mld zł. Tylko że ta kwota zawiera też wymianę wcześniej wyemitowanych serii, więc nie są to w całości "nowe pieniądze" z rynku. Struktura zakupów jest jednak znacznie ciekawsza niż sam nagłówek. Obligacje o stałym oprocentowaniu - głównie trzyletnie TOS - spadły do 20,9% sprzedaży wobec 37,5% rok temu. Jednocześnie antyinflacyjne COI i EDO urosły do 27% (z 13,9% przed rokiem), ale wciąż daleko im do rekordowych 76% z lat 2022-2023, gdy Polacy masowo szukali ochrony przed galopującym wzrostem cen. Krótko mówiąc: paniki inflacyjnej nie ma, jest za to silna potrzeba utrzymania dostępu do gotówki.
Dlaczego stałe 3% na trzy lata nikogo już nie podnieca
Referencyjna stopa NBP to dziś 3,75%, inflacja CPI w lipcu wyniosła 3% r/r, a wstępny szacunek za sierpień, publikowany w poniedziałek przez GUS, ma według prognoz rynkowych potwierdzić tę samą dynamikę. Przy takiej luce realnej propozycja trzyletniego papieru o stałym oprocentowaniu po prostu nie daje premii za utratę płynności. Na stole leży jeszcze perspektywa OKI od stycznia, która pozwoli uniknąć podatku od zysków kapitałowych - wystarczający powód, żeby nie wiązać się z trzylatką na siłę. ROR i DOR, czyli obligacje "pływające" razem ze stopą NBP, dają dziś realnie dodatnią stopę i szybkie wyjście, gdyby w międzyczasie pojawiła się lepsza opcja. To właśnie tłumaczy, czemu krótkie terminy zgarnęły prawie połowę rynku.
Co sprawdzić przed zleceniem i na co czekać
Zanim klikniesz "kupuję" - a widziałem wystarczająco dużo tabel opłat i prospektów, żeby wiedzieć, że tu się traci najwięcej - przejdź przez cztery rzeczy. Po pierwsze: czy wybrany papier rzeczywiście odpowiada Twojemu horyzontowi, bo ROR (1 rok) i DOR (2 lata) mają sens tylko wtedy, gdy faktycznie nie potrzebujesz tych pieniędzy wcześniej. Po drugie: jak oprocentowanie startowe ma się do bieżącej stopy referencyjnej NBP i prognozowanej inflacji. Po trzecie: czy rozumiesz mechanizm marży i kapitalizacji odsetek - w wielu seriach pierwsze odsetki dostajesz dopiero po dwunastu miesiącach, a przy krótkich papierach to potrafi zjeść kilka pierwszych miesięcy zysku. Po czwarte: przeczytaj tabelę opłat u swojego agenta; ten sam papier kupiony w różnych kanałach ma różne koszty wejścia, a prowizja potrafi skasować znaczną część odsetek. Na horyzoncie są też poniedziałkowe dane o inflacji oraz finalny odczyt polskiego PKB za II kwartał - jeśli sierpniowa inflacja zaskoczy w górę, cała układanka może przesunąć się w stronę dłuższych COI/EDO. Jeśli spadnie - jeszcze mocniej odpłynie zainteresowanie trzyletnimi TOS. Nie kupuj pod wpływem nagłówka z piątku.