Wiadomość

Czy warto czekać na spadek cen mieszkań? Analiza rynku nieruchomości i kosztów zwłoki

Lipcowe dane Biura Informacji Kredytowej, na które powołuje się Forsal.pl, nie pozostawiają złudzeń: kto dalej czeka na „idealny moment", ten przepłaca podwójnie – raz za wynajem, drugi raz za wyższe odsetki.

Czy warto czekać na spadek cen mieszkań? Analiza rynku nieruchomości i kosztów zwłoki

Czekanie na spadek cen mieszkań to najdroższy mit ostatniej dekady

Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe była o 22,0 proc. wyższa niż rok wcześniej, a samych wnioskujących przybyło 11,6 proc. Ktoś już zrozumiał, że czekanie nie jest strategią – jest nadzieją, która kosztuje.

Co naprawdę pokazują liczby z BIK

Rekord średniej kwoty wnioskowanego kredytu to nie ciekawostka – to sygnał dla każdego, kto wciąż wierzy w foldery deweloperów obiecujące „okazje po spadkach". W lipcu klienci wnioskowali średnio o 538,5 tys. zł, czyli o 9,3 proc. więcej niż rok temu i o 2,0 proc. więcej niż w czerwcu. Radosław Jodko z RRJ Group ocenia to bez owijania w bawełnę: – To, że rośnie nie tylko liczba zainteresowanych kredytem, ale i sama średnia wnioskowana kwota, pokazuje dobitnie, że kupujący coraz lepiej adaptują się do obecnych warunków finansowania. A ci, którzy wciąż mają nadzieję na cud, w najlepszym razie wpadają w refinansowanie – bo ich stare kredyty nie wytrzymują konkurencji z nową ofertą.

Stopy procentowe, podaż i to, czego deweloperzy wam nie mówią

Stopa referencyjna NBP od marca siedzi na 3,75 proc., a analitycy ING Banku Śląskiego nie wykluczają kolejnej obniżki o 25 pb już we wrześniu. Niższe raty mogą pobudzić popyt właśnie w szczycie jesiennego sezonu – i wtedy zacznie się prawdziwy test podaży. Bo ceny na razie stoją, ale stabilizacja w górę: średnia ofertowa w siedmiu największych miastach przekroczyła 16 tys. zł za m² (wzrost 7 proc. rok do roku wg Otodom). Nie wszędzie tak samo – w Łodzi i Katowicach podaż wciąż góruje nad popytem, więc tam jeszcze da się realnie negocjować. W Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu to bajka sprzedawana przez dewelopera.

„Później zmienimy na większe" – drugi ulubiony mit kupujących

PB.pl przytacza badanie portalu Nieruchomosci-online.pl, z którego wynika, że aż 30 proc. mieszkańców uważa, że ich lokum nie daje dzieciom warunków do nauki. Anna Zachara-Widła, badaczka zachowań konsumenckich w portalu, wskazuje, że najciaśniej jest w grupach 25–34 i 35–44 lata – czyli dokładnie tym, które powinny teraz kupować pierwsze lub większe M. Ich logika „bezdzietne małżeństwo kupi kawalerkę, a potem zmienimy" rozbija się o realia ostatnich lat: zmiana mieszkania okazała się trudniejsza, niż ktokolwiek zakładał. Identyczny schemat jak z czekaniem na spadek cen – obietnica bez pokrycia, która najczęściej kończy się dopłatą.

Kupować czy czekać? Kto traktuje to jak emocję – przegrywa. Kto traktuje jak decyzję inwestycyjną z planem na pięć lat, ten wyjdzie na swoje nawet przy 16 tys. zł za metr.